"Pięć!" - wrzasną mu nad uchem.

A on smykiem poddaje żakom takty. I zanuci im:

Hej, ty żaczku nauczony,
Powiedz, co jest pięć?

Im w to graj. Gruchną pięściami w stół, rozbębnią się w poddane takty żaczkowego śpiewu:

Pięć ran cierpiał Pan!
Cztery listy Wangelisty!
A Patriarchy Trzy!



"Dziewięć!" - przerwie im wrzaskiem gracz któryś przy desce.

Dziewięć chórów jest anielskich -

zawodzi cienko zespół żaczków.

Święciła dożynki goliardowa familia. On zaś, stumaniony winem, siedział na ławie w podokiennej nyży. Po kilkakroć wyciągał rękę po Horaca, którego wsparł było opodal na ławie; ale czy że ramię było za krótkie, czy że książka sama odsuwała się za każdym razem od garści precz - nie mógł się jej domacać. Wreszcie zapomniał o niej w durze winnym. A gdy się znów jak ta lampa rozświetliła myśl wielką z nagła jasnością - objęła go nieodparta chęć miotnąć na poły wypróżnioną łagiewkę między te kamraty z gościńca i uciec stąd precz, dokąd nogi poniosą. Bramy miasta tego minąć, aby co najrychlej, do pierwszej furty klasztornej zakołatać - jak to nieraz już czynił po świecie - by do ksiąg zacnych w klasztorze się dostać:

Virgilim znów się podelektować, od Boetiusa consolationem zaczerpnąć - a za najlepsze pocieszenie powiązać one myśli własne, które raz po raz to muzyką, to słowem wierszy wyświetlają się głowie. A roi się po niej rzecz taka, na którą nikt się jeszcze nie ważył: Piekło i Czyściec, nawiedzone za żywa; mistrz Pitagor po piekle i czyśćcu obwodzi zatrzymując się u bram niebieskich. Ledwie strzępy tego błąkają się w odpisach między oświeconymi po świecie - i w wielkim są wśród nich respektowaniu. Ale dalsze oto ciągi rozsypane są teraz w myślach jak te paciorki zerwanego różańca, roztargane jak to sumienie samo... Za ciszą klasztoru zawyje nieraz coś w człeku głosem psa, zaskowyczy w ocknieniu tęsknoty za swym domem prawym - osobliwie w gospodzie, gdy wypite już kruże.

  WQQYJXM WQVJXZM WQGVYGM WJKYZYM WJXXYJM