Gdy tak dumali żonglerzy - żaki, którym szkoła niedawna zostawiła na oczach jeszcze przyćmienie na wszelkie immunda, nie wiedząc zgoła, czy to ładne, czy brzydkie, mieli w oczach tylko świąteczność uroczystą. Uniosły się ku skoczce ręce żaków gdy wykrzyknęli po niewoli w chór aż pobożny:

"O, dilecta domina!"

Ale ona nawet nie zważa na to. Niedźwiednik koło niej się kręcił, po rękach całował i swoim obyczajem za kolana w pokłonach chwytał.

Goliardowi tymczasem przygasły oczy, a spożyły się tylko brwi pod kapturem.

Gdzież to była myśl jego przed chwilą? - chwytał się za głowę, obałamuconą zjawieniem się skoczki. - U Muz dziś pohańbionych na świecie. A przedtem aż piekła z Pitagorem nawiedzać chciała tym rozwrażliwionym sumieniem, gdy po opilstwie objęło go jak zawsze omierzienie wielkie dla całej tej goliardii żywota swego. Do klasztoru zatęsknił w wielkiej nagle żądzy ciszy i osamotnienia, by zebrać rozsypane paciorki z różańca rojeń, skupić roztargnione sumienie.

U Muz były myśli tedy: wielkie poema o czyśćcu i piekle snuć dalej chciały. Zaś to ich rozpłomienienie i pęd wnętrzny niemocen człowiek wstrzymać w sobie do woli. Tylko diabeł potrafi cały ich rozpęd w człowieku przetargnąć z ponośliwych sfer ducha w grzęskie męty spraw kobiecych. A wtedy piekło na ziemi się iści, gdy chuci niepokój uzasobni się w żarliwość wewnętrzną. Wonczas też co przypadek pod oczy podsunie - osobliwie gdy to będzie rzecz nowa - ściąga na się całą tę pasję wnętrzną. Tak pies podszczuty wpada z miejsca w szał zażartości, gdy ujrzy przypadkiem rzecz jeszcze nie widzianą.

  WQQBJBM WQVGZXM WQGZJPM WJKKGQM WJXYGQM