"Jezus Maria, zarżnął człeka!" - wrzaśnie w tej chwili dziewka.

A lekarz ją z miejsca w pysk, aż się obali, klęcząca.

"Czego ryczysz, krowo, kiedy nie ciebie rżną?! Trzymajże tam który garnczek, bo nas tu wszystkich zabluzga."

Nie wytrzymał na sobie widoku krwi nierycerski naród rybałtów. Porozłaziło się bractwo po izbie, a w gawędach odwodzi usilnie myśli od przykrego widoku.

"A wszystko to sprawiła ona suknia z nędzy. Och, te stroje kobiece! Ciekawość, który to właściwie tak się na nią wy kosztował?" - rzucił jeden z nich pytanie.

I zakotłowało się nagle śród wagantów; poczną pozierać podejrzliwie jeden na drugiego, aż cisza tego pytania zawiśnie w powietrzu.

Niedźwiednik skrobał się frasobliwie w swój lniany łeb. Obsiadły go rybałty jak te osy.

"Ty, niedźwiedziu tkliwy! Uważ: tyżeś ją na tęskliwości swoje pięknie obłóczył, tym ci milej inny ją teraz rozdziewa - akuratnie jak w małżeństwie. I nie dośćże ci było jednej bestii? Pół świata z onymi szmatami schodził, nim ją gdzie znowu w jakiej bandzie igrców odnalazł."

Lekarz przy chorym zaciekawił się bardzo, o czymże to rozgwarzyły się tak rybałty. I nagle zamacha ręką.

"E! e! e! jednemu ona Muzą, drugiemu kochanką, trzeci ją aż w suknie stroi, czwarty na nockę zabiera, dziewiąty pewnie mężem być się szczyci, a jedenasty wiesza się z desperacji, że go poniechała nawrotem do dziesiątego. E! e! e! tego i święty Piotr na Sądzie Ostatecznym nie rozwikła, by każdą duszę z osobna za jej przewiny zważyć. Więc w księgę niebieską zapisze w desperacji ryczałtem: robota jednej kobiety śród rybałtów - pięćdziesiąt dusz potępionych!... To nie śmiechy! Znaczy to, że dola wasza ziemska i w wieczność za wami pójdzie: że i w piekle nawet żaden z was sam sobą - jak inne dusze grzeszne - nic znaczyć nie może, lecz w jeden snop związanych przerzucać was będzie diabeł widłami - jak i w doczesności waszej, jak owo i teraz, na ziemi."

  WJZBPJM WQPXYKM WJQVXQM WQZXZVM WQJJPXM