"Stągwi sześć, jak w Kanie galilejskiej!..."

Dostrzeże to dziewka i już z krużą a czarką biegnie od beczki.

"Znowuż ty! - Uszczypnie ją lekarz w policzek. - Ty jedynie pomyślałaś nad tym, co się należy utrudzonemu. Nalejże poczciwą ręką. Ze wszystkich kobiet tego miasta ty jedyna nakarmiłaś wędrownego poetę. Tego ci święty Julian, patron wędrownych, nie zapomni w życiu... W twoje dobre oczy! - przepił. - Nalejże i drugi raz. A goliard niech ci się wierszem wywdzięczy: szczęście w miłości przynosi wiersz poety, gdy komu przypisany... W twoje!... Możesz nalać i trzecią. Gdybym miał syna, szepnąłbym wyrostkowi o tobie. Przy innych złajdaczyć może łatwo i na waganty zejść, zaś na takich piersiach - kładł jej rękę na tej dyni - jak na łonie matki ziemi, uczłowieczy się tylko młodzieniec i tą się myślą zawczas ustateczni, że my chwilą, a trwaniem syny, wnuki..."

Tę jej perorę powiedziawszy nad piersią obfitą, wyjął jej dzban z rąk. "Odejdź, odejdź lepiej, bo, stary, przy winie lubię Oceanidy takie!"

"Hu, jak grzeje od tego pieca!... A wiecie, chłopcy - wołał do rybałtów, nalewając sobie następną czarkę - wiecie, czemu taka przytulność i zadowolenie w dobrej gawędzie ogarnęły was z nagła w tej izbie? Sprawił to onego łona wiew na izbę całą. Aura feminae!... A właśnie waganty, którym jej brak najczęściej, tak jej mocno ulegają i bez wiedzy dla się. Gdyby wszystkie były jak ona, nie byłoby wcale wagantów na świecie. Każdy by gdzieś przylgnął, gdzieś zażył i rozmnożył się jak ten Abraham."

  WJQKYKM WJVPJPM WJXZQXM WQVQZBM WQYYQKM