"Stawasz się w końcu takim" - przytwierdził cierpko gadkarz z twarzą gołą i sprośną.

"Nie poradzicie, chłopcy, i tym razem przeciw famie i oszczekiwaniom publiki! Teraz gotówem wierzyć z płatnerzem, że radzi nieradzi bić się dziś będziecie - nie wiedząc nawet dobrze, skąd są ci panowie. I dokąd was powiodą. A mistrze to nie lada w zamącaniu rebelii: bo gdy zuchom pośród was wolnością pochlebili od proga, reszcie pętle desperacji zarzucają na szyje. Tak się zawsze rozruchy wszczyna."

Wejrzeniem dzików w ostępie wyzierają teraz waganty ku obu rycerzom. Pochwyci dziewka te ich spojrzenia i ująwszy się pod boki, natrząsa się nad nimi z daleka:

"Oj, durneż wy, durne!... Po tym wszystkim, co dziś na mieście było, nie odgadnąć od razu, co za jedni są ci panowie!"

Żonglerzy, a za nimi goliard, doskoczą do niej czym prędzej, z daleka już rozpytując niecierpliwymi gestami. A lekarz wydziwia za nimi, jak to kobieta każde pismo zawczas nosem zwęszy, gdy nasza natura męska wszystko dopiero wyrozumieć musi głową, domacać łapą. A najbardziej niewczesne w życia każdej sprawie są, wiadomo, igrce sztuk wszystkich.

"Bój się Boga, kobieto - woła ku niej - zrób tu co, zarządź jakoś, bo..."

"Już ja tu z nimi...! Siadać!" - Przytupnie odpędzając ich od siebie.

  WQPVYPM WJXZXQM WJVBPQM WQYYJYM WQVQJYM