"Gore" - zawtórzą chórem.

Niejeden z nich otrząsa się już w sobie lub biorąc głęboki oddech w piersi, krzepi się nazbyt widocznie, spozierając zarazem na rycerza niczym ptak na węża. Bo jakby na nich tu wszystkich poczęło mrugać to krwawe oko łuny: "Chłopcy, pora na was!"

Tak też pojęła to wezwanie i dziewka rozwrażliwiona płaczem, bo tym gwałtowniej zaszlocha w stronę rycerzy:

"A wy, panowie, jeszcze na rzeź ciągniecie "to-to" - na zatracenie!"

"Nie płacz: narodzisz lepszych!" - pociesza ją rycerz od stołu gromko i weselnie.

Ten bo z niezmąconą pogodą oczekiwał na ochotników akcesy, spozierając na wagantów jak na taneczniki opieszałe. Wiedział: gdzie oświeceni gromadzie przewodzą, tam decyzja długo w głowach się smaży. Ale potem rzecz cała z miejsca za to rusza w pojętności gromady; musztry niewiele tu trzeba. "No, chłopcy..." - chciał był coś rzec. Rykiem zaszlochu przerwie mu z miejsca dziewczyna.

A lepszego dobosza na "marsz!-marsz!" nie znalazłby a rycerz sam. Jako że właśnie te mdłe spazmy kobiece jurnym już zacięciem się uderzają do głowy wagantom. "Cichoj!" - uspokajać raczą tkliwość oddanego serca. A w tym łaskawym poczuciu większej krzepkości serca swego krzepią się wraz i ramion mocą - za jej to właśnie płaczu przyczyną! I bodaj że dla większych jeszcze rzewności kobiety: znaj naszą naturę męską. "Cichoj!..." Co chmurniejszy z mich już kół w myślach chwytał i wbijał go jakby w brzuch jednemu bodaj tylko z tych znienawidzonych zbirów. I tak oto rozdyma już im nozdrza zalot krwi... A kobieta płacze.

  WQXXJBM WQGYQYM WQGQXJM WJKZGKM WJKBVZM