Zerwą się na te słowa żonglerzy z ław. Z umysłu miękkim, bo tak bardzo wzgardliwym gestem dłoni odchyli rycerz od siebie to żonglerów oburzenie.

"Nie żelazo wy, wierę, które w ogień rzucone być chce ku skrzepieniu w żywą stal. Ostawajcież tedy z Bogiem. Ja stąd precz odchodzę - pewnie w zbirów łapy. Jeśli, za sztuki samej pohańbieniem w tym grodzie, i rycerskiego ducha na rynku tego miasta Pod pręgierz wystawią, przyjdźcie popatrzeć - piewce bohaterów!"

"Tego nam, panie, nie zadasz!" - doskoczy do niego goliard jakby z pogrozą gromady całej.

"Jako żywo, czynię to. Wiemże: wy niczemu, co jest nad dolą waszą, pomocnej ręki użyczyć nie zdołacie - w niedołęstwie tych rączek waszych, miękkich i śliskich od samolubstwa!..." W tejże chwili zakotłował, się przed nim wrzaskliwy zamęt ramion i głów. Żaki to przede wszystkim ruszyły nań z miejsca. "To jest obraza młodzieży!" - uchwalają między sobą w tym krzyku opętanym. Za żaków natarciem psy kuglców zerwą się spod ław z ujadaniem wściekłym - jakby za obrazę swych panów. Tym tumultem podjuszony podejmie się na zadnie łapy niedźwiedź u pieca. I rycząc jak ten smok w jamie, wali wprost w to kłębowisko ludzkie. Wlecze za sobą łańcuch pochrzęstny, oplątuje nim i przewraca niejednego, a kusymi ramionami to z prawa, to z lewa zagarnia: nim kłami chwyci, pazurami może ułapi i pomści - rzekniesz - obrazę sztuk wszystkich.

  WJKGBBM WJZJPYM WQBYZPM WQQVVBM WQXPBGM