Zgoła piekło rozpęta, kto igrców i żaków na siebie obruszy.
Podjął się wreszcie z ławy i siłacz okrutnie gruby. Poroztrząsał żaki jak te beczki hałaśliwe, psy kopaniem gdzieś pod ściany poodrzucał, niedźwiedzia za ten kolec u nosa o ziem cisnął, a zbliżywszy się wreszcie do rycerza, dłonią tak w wierzch jego pawęży uderzył, że mu ją kantem w podłogę wbił i osadził. I pięść mu swą wówczas pod nos wyciąga.
"Miękka ci się widzi ta rączka, panie? Nie daj Boże nikomu popróbować. Ja na twe zbiry tarczy nie będę potrzebował ani w blach żelazny kowalowi zakuwać się nie dam - co mówiąc ściąga wraz z siebie sajan skórzany. - A i o miecz ten srogi ciebie nie poproszę, nawet kłonicy ze sobą nie wezmę, tylko pierwszego ze zbirów za nóżkę ujmę i nim reszty tych drabów dogruchotam. A ty, panie, popatrz sobie z daleka, podziw się. Aplauzów możesz nie dawać."
I odchylił giezło na piersi włochatej - iże taka moc człecza gołą piersią na srogie miecze idzie! Wreszcie obnażył ramię swe niczym udo babie.
I stanął tak u boku rycerza, gotowość swą zgłaszając.
W ciszę komą, jaką to wystąpienie posiało, wtrącił tylko linochód słowo smętne o sobie: "Całe życie wyzywajże tu, człeku, mężnie śmierć i diabła w sztuce swojej - i oto co ci na koniec zadadzą!"