"Hej, za dobosza chyba przed wami pokroczę bo mi świat cały nowym tętnem w żyłach gra i tańczy - hej! werble szaleństwa i nadziei waszych!"

A zwróciwszy ma siebie uwagę towarzyszy, wraz kugla jakby przed oczyma im wywinie.

"I powiodę was - za rycerza przewodem - już wiem, gdzie... - Wesołka łapą kreśli coś ku górze... - kędy się ta droga mleczna z gościńcem ku Zamorzu zbiega. Tam... znajdziecie niechybnie!"

Sarkną, pluną nań nieomal.

A on jakby w skrusze nagłej dopada na klęczkach rycerza, przytula się do tej jego łydki w kolczudze. I całuje w nakolennicy blach.

"Kocham cię, panie, z czcią lękliwą, jak niegdyś tę nogę ojca, gdym pełzać zaledwie po podłodze potrafił. Ale..."

Tu począł odsuwać się od niego po ziemi.

"Ale diabła igrcowego we mnie śmieszy twoja wiara!"

Tu już dziewka nie wytrzymała tych harców jego. I dopadłszy go gdzieś na środku izby, chwyta mocną garścią za ramię, odciąga precz - gdzieś na dalsze izby gospody.

"Czego, ty głupi, tak hycasz? czego się cieszysz? Że się tu ludzie lada chwila mordować zaczną po ulicach?!... Patrz, już łuna dymami odbija się na ścianach. Słuchaj, na jaki gwałt łomocą bębny po grodzie całym. I rozpętałoż się diablę rybałtowe na chwilę taką!.. Chodźże mi stąd, chodźże czym prędzej, bo jeszcze ci krzywdę jaką uczynią twe srogie, spójrz! towarzysze. Jeszcze ci naprawdę co złego w tej chwili... A może i urzeka tych spojrzeń jadem... Chodźże mi, wilczku ty skrętny, bo cię tu sama chyba roz...! No, chodźże, chodź, luby. Noo!..."

"Dokądże ty mnie?... Do alkierza? - zapiszczy cienko na progu, który wraz przeskoczyć musiał. - Dalibóg, do alkierza! Wprost na... Uch, jakież poduchowe łoże!... Nie liczcie na mnie, bohaterzy! Taka jest nasza, żonglerów, robota - czasu mordowania się łudzi."


  WQVYQXM WQQJXQM WQXXPQM WJJVZPM WQBXYXM