Za ciemnymi basztami grodu...


Za ciemnymi basztami grodu czernił się pod gwiazdy ogrom kościoła. Rzekniesz, z dwóch szczytów tej góry, z wieżyc obu rozpostarł się płaszcz nocy i skrajem o mury miejskie za nieboskłon wsparty, nakrył gród topielą granatu i złotymi gwiazdy - duszom na schron bezpieczny, snom nawet człeczym za kopułę uciszeń.

Odpustową bo porą nagęściło się w mieście ludu co niemiara - zza murów, z wszelakich oddali. I naniosło niepokojów z szerokiego świata. Ochraniał ludzi kościół płaszczem grodzkiego widnokręgu, usypiały głuche rogi stróżów i te ich balowe nucenia, błogosławiące ciszę i spokój dusz.

A jednak tu i owdzie wychylała się z okna głowa bezsenna. Gdzie spojrzy, dachów piachy i granie w ciemnościach zadrzemania; wyżej już tytko złote oczy powietrznej głębiny nad bezkresem świata,

Urzekło dziś tęsknotą niejednego człeka, zatargało niejednym łańcuchem. Rwą się w światy niestatki młode i złu duszę zaprzedać gotowe - byle na gościńce, byle w światy dalekie! Przez mury i rowy miejskie jak kot przeleźć gotów każdy z żaczków grodzkich, gdy poczuł w sobie dar do igry jakiej lub gorliwość do nauki. Za bramą - myśli - u dróg rozstajnych zbierają się pewnie stare igrce oraz żaki ze wszystkich szkół świata zbiegłe - ci wiedzą: gdzie, jaki mistrz, jakiej wiedzy uczy? A z nimi wolna droga - w światy dalekie, we wszystkich królów ziemie!...

  WQBYZGM WJXVZXM WJKYQXM WQGKBBM WQVXKBM