"Frate!..." - usłyszy nagle nad sobą jakby pod bębnów głuche nagle uderzenie.

I ręka od szpanu mocniejsza powściągnie mu ramię.

"Frate! za co ty mnie tak smagasz? Ja na twą duszę jeszcze nie nastawałem. Kogóż bo tu wlec do piekieł? Z kim się tu borykać? I o co, duszo mizerna? Ty skaczesz w smołę ognistą sam, a głową w dół jak ta żaba w bagno. A zmaganie się z duszą, z rozdwojoną w człeku żądzą, jest naszej natury potrzebą. Bacz, jakoś to poniżył w sobie rycerski grzech pana Lancelota, który - przez żonglera opowieść a serce skazanego rycerza - wziąłeś na się w pocałunku warg jego!... Przypomnij: bez grzechu tęsknoty ku kobiecie może by nawet i Lancelot sam nie pokonał wielkoludów i nie wyzwolił grodu. Tyżeś się twarzą od łuny odwrócił:

Osłania mnich piersi rękoma w krzyż, mamrocze cicho wszystkie zaklęcia i zażegnania.

Jakoż znikł cień czerwony wraz z tym blaskiem łuny, który zatłumił się nagle - jakby tam, w oddali, dach zapadł się na ożogę. Po ciemnym grodzie wyły tylko rogi ni te psy na złego ducha. A spóźniony dzwon kościoła teraz dopiero się odezwał. Kołysany snadź obcym, nieporadnym ramieniem, targał się ciężko - złym pomrukiem ruszonego po nocy spiżu. Z ciemnej wyży, słyszy mnich, wydzwania się najwyraźniej:

  WQJZGGM WQKGGXM WQBQYVM WJGXJGM WJZBQQM