W poświacie srebrzystej, pod omgloną źrenicą zaświatów, która kształt każdy w niewidy odmienia zda się ze postacią Panka, gędżca i joculatora padła tu pod obuchem na bruki igra sama - wagantów bojownica ze świata smutkiem! Mnicha tymczasem już w dal odniosło za tamtymi, którzy wychodzą z grodu. W głębi ulicy - widzi - leży pokotem straż pokonana. Niczym wyłom w murze stoi na ścieżaj po nocy otwarta brama grodzka; most spuszczony. Bieleje za nim wolny gościniec świata. Między strażnikami, wysztywnionymi i po skonie, leżą w kłębkach ciała żaków jakby porozrzucane tu rogiem szalejącego byka. Acz nieżywy, przysiadł jakby po murem siłacz okrutnie gruby; w piersi jego, pod giezłem otwartej, tkwią toporzyska czekanów, dziryty i bełty, miotane jak w tarcz igrzyskową. pod nogi położył mu się linochód, zasiekany całkiem, w swej blaszkowej łusce rycerza na linie. Włócznia z żerdzi jego popisów, strzaskana w drzazgi i wióry, ułomkiem drewna została w kułaku upartym.

Nad nimi trzyma się jeszcze na nogach płatnerz z potężnym dyszlem w garściach; nim to pewnie rozbił i wywalił bramę grodzką. Tymczasem broda jego nabija się okrzepami posoki sączącej się z jakiejś rany na głowie, której nie czuje jeszcze wcale. Żaki ciągną go za fartuch, by pośpieszał z gromadą. Odmachuje się im niecierpliwie, by czym prędzej sami wynosili się z grodu.

  WJJZZJM WJVGXZM WJZKGQM WQKZVJM WQYKGXM