– A pan? – pisnął Stiopa.
– Z przyjemnością!
Drżącą ręką Stiopa podniósł kieliszek do ust, zaś nieznajomy jednym haustem przełknął zawartość swojego. Żując kawior Stiopa wykrztusił:
– A pan... niczym pan nie przegryzie?
– Proszę mi wybaczyć, ale ja zwykłem pijać bez zakąski – odparł nieznajomy i nalał następną kolejkę. Zdjął z rondelka pokrywkę – okazało się, że są tam parówki w sosie pomidorowym.
I oto sprzed oczu Stiopy znikła paskudna zieloność, słowa dały się już wymawiać, a co najważniejsze, Stiopa zaczął sobie coś niecoś przypominać. To mianowicie, że wczoraj był w Schodni, w podmiejskiej willi autora skeczów Chustowa, i że pojechali tam razem z Chustowem taksówką. Przypomniał sobie nawet, że złapali tę taksówkę pod “Metropolem” i że był jeszcze z nimi jakiś aktor, nie aktor... z walizkowym patefonem. Tak, tak, tak, to było w tej willi! I jeszcze – teraz to sobie przypomniał – psy wyły, kiedy puszczali ten patefon. Tylko dama, którą Stiopa chciał pocałować, pozostawała w dalszym ciągu niewyjaśniona... diabli wiedzą, co za jedna... zdaje się, że pracuje w radio, a zresztą może i nie...
Tym sposobem dzień wczorajszy powolutku się przejaśniał, ale Stiopę obecnie bardziej interesował dzień dzisiejszy, a w szczególności fakt pojawienia się w sypialni nieznajomego, w dodatku z wódką i zakąską. Oto jest coś, co dobrze byłoby wyjaśnić!