“Ach, Berlioz, Berlioz! – bulgotało w mózgu Stiopy – Przecież to się po prostu nie mieści w głowie!”
Ale nie mógł zbyt długo zamartwiać się tym niepokojącym wydarzeniem – nakręcił numer gabinetu dyrektora finansowego Varietes, Rimskiego. Sytuacja Stiopy była wyjątkowo niezręczna – po pierwsze cudzoziemiec mógł się obrazić, że Stiopa sprawdza jego słowa nawet po okazaniu kontraktu, a po drugie nie miał pojęcia, jak zacząć rozmowę z dyrektorem. Bo rzeczywiście, przecież nie sposób go zapytać: “Nie wie pan przypadkiem, czy zawierałem wczoraj z profesorem czarnej magii kontrakt na trzydzieści pięć tysięcy rubli?” Przecież tak rozmawiać nie może!
– Halo! – rozległ się w słuchawce ostry, nieprzyjemny głos Rimskiego.
– Dzień dobry panu – cicho powiedział Stiopa – mówi Lichodiejew. Chodzi o to, że... hm... hm... siedzi u mnie teraz ten... e... Woland... Więc ja... chciałem się dowiedzieć, co tam słychać z dzisiejszym koncertem?
– A, ten mag? – odezwał się w słuchawce Rimski. – Zaraz będą afisze.
– Aha... – słabym głosem powiedział Stiopa – to do widzenia...
– A kiedy pan przyjdzie do teatru? – zapytał Rimski.
– Za pół godziny – odpowiedział Stiopa, odwiesił słuchawkę i ścisnął rękami płonącą głowę. Ach, co za paskudna historia! Cóż to się dzieje z tą pamięcią, obywatele?