– Mhm...
– Nie wstąpi pan po drodze do swojego mieszkania? – szybko zapytał Strawiński.
– Przecież szkoda czasu! Ja będę sobie jeździł po mieszkaniach, a on tymczasem da nogę!
– Tak. A co pan przede wszystkim powie na milicji?
– Powiem o Poncjuszu Piłacie – odparł Iwan, a jego oczy zasnuła mroczna mgiełka.
– No, tak, wyśmienicie! – wykrzyknął pokonany Strawiński, zwrócił się do brodacza i polecił: – Fiodorze Wasiliewiczu, proszę, wypiszcie, z łaski swojej, obywatela Bezdomnego z kliniki. Ale tego pokoju proszę nie zwalniać, bielizny pościelowej można nie zmieniać. Za dwie godziny obywatel Bezdomny będzie tu znowu. No, cóż – zwrócił się do poety – nie będę panu życzył powodzenia, bo nie wierzę, żeby się panu powiodło. Do rychłego zobaczenia! – I wstał, a jego świta poruszyła się również.
– Dlaczego miałbym trafić tu znowu? – z niepokojem zapytał Iwan.
Strawiński jak gdyby tylko czekał na to pytanie, od razu usiadł znowu i zaczął mówić:
– Dlatego, że skoro tylko przyjdzie pan w kalesonach na milicję i powie tam, że się pan widział z osobistym znajomym Poncjusza Piłata, natychmiast przywiozą pana tutaj i znajdzie się pan znowu w tym samym pokoju.
– Co tu mają do rzeczy kalesony? – zapytał Iwan rozglądając się niepewnie.

  WQKPBGM WQJKYJM WQZQVJM WJQZPZM WQPGQBM