– Lichodiejew niczego takiego do mnie nie pisał – powiedział zdumiony prezes.
– Niech pan może jednak dobrze poszuka w swojej teczce – zaproponował słodko Korowiow.
Wzruszając ramionami prezes otworzył teczkę – znalazł w niej list od Lichodiejewa.
– Jak to się stało, że o tym zapomniałem? – patrząc na otwartą kopertę tępo wymruczał Bosy.
– Nie takie rzeczy się zdarzają, niech mi pan wierzy, nie takie! – zatrzeszczał Korowiow. – Roztargnienie, roztargnienie, przemęczenie i podwyższone ciśnienie, drogi przyjacielu! Sam jestem roztargniony do niemożliwości! Kiedyś przy kieliszku opowiem panu kilka faktów z mojego życia, daję słowo – nie powstrzyma się pan od śmiechu!
– A kiedy Lichodiejew jedzie do Jałty?
– Ależ on już pojechał, pojechał! – krzyczał tłumacz. – On, wie pan, jest już w podróży! Jest już diabli wiedzą gdzie! – w tym momencie tłumacz zamachał rękoma jak wiatrak.
Bosy oświadczył, że musi osobiście zobaczyć się z cudzoziemcem, tłumacz jednak stanowczo odmówił: Niemożliwe. Zajęty. Tresuje kota.
– Kota, jeżeli pan sobie życzy, mogę pokazać – zaproponował.
Z tego z kolei zrezygnował prezes, tłumacz zaś z miejsca złożył mu nieoczekiwaną, ale nader interesującą propozycję – ponieważ pan Woland za żadną cenę nie życzy sobie mieszkać w hotelu, a przywykł do życia na szerokiej stopie, czy więc w takim razie spółdzielnia nie zgodzi się na wynajęcie na tydzień, dopóki będą trwały jego występy w Moskwie, całego mieszkania, to znaczy również tej jego części, w której mieszkał nieboszczyk Berlioz?

  WJVYBZM WJJJQYM WQPPVJM WQJYGBM WQZPQQM