“Bardzo mądrze!” – pomyślał Warionucha, ale jeszcze nie zdążył na dobre tego pomyśleć, kiedy przez głowę przeleciała mu myśl: “Głupio! Stiopa nie może być w Jałcie!”
Rimski tymczasem zrobił, co następuje – starannie złożył wszystkie otrzymane depesze wraz z kopią swojej, wszystko to włożył do koperty, zakleił ją, napisał na wierzchu kilka słów i wręczył kopertę Warionusze, mówiąc:
– Odwieź to sam, nie zwlekając. Niech tam się martwią.
“A to już naprawdę mądrze!” – pomyślał Warionucha i schował kopertę do teczki. Następnie jeszcze raz na wszelki wypadek wykręcił numer mieszkania Lichodiejewa, wsłuchał się uważnie, zamrugał radośnie i tajemniczo wykrzywił twarz. Rimski wyciągnął szyję.
– Czy mogę prosić pana Wolanda? – słodko zapytał Warionucha.
– Oni są zajęci – odpowiedziała skrzekliwym głosem słuchawka. – A kto prosi?
– Administrator Varietes Warionucha.
– Iwan Sawieliewicz? – radośnie zawołała słuchawka. – Jestem szalenie rad, że pana słyszę! Jak pańskie zdrowie?
– Merci – ze zdumieniem odpowiedział Warionucha – ale kto przy telefonie?
– Jego pomocnik, pomocnik i tłumacz, Korowiow! – trzeszczała słuchawka. – Jestem do pańskich usług, najmilszy Iwanie Sawieliewiczu! Niech pan dysponuje moją osobą wedle pańskich życzeń. A więc?