– No, tego to już za wiele – policzek Rimskiego zniekształcał nerwowy tik, a w oczach płonęła ciężka prawdziwa nienawiść. – No cóż, drogo zapłaci za ten spacer! – Rimski nagle zaciął się i niezdecydowanie dodał: – Ale jakże to, przecież milicja...
– To głupstwo! Głupie kawały Lichodiejewa – przerwał mu ekspansywny administrator i zapytał:
– A kopertę jednak zawieźć?
– Bezwzględnie – odpowiedział Rimski.
I znowu otworzyły się drzwi i weszła ta sama... “Ona!” – nie wiadomo dlaczego z udręką pomyślał Rimski. I obaj wstali na spotkanie doręczycielki.
Tym razem depesza zawierała następujące słowa:
“dziękuję potwierdzenie natychmiast pięćset komenda milicji moje nazwisko jutro wylatuję moskwy lichodiejew”.
– On zwariował... – słabo powiedział Warionucha.
Rimski zaś brzęknął kluczem, wyjął pieniądze z kasy ogniotrwałej, odliczył pięćset rubli, zadzwonił na gońca, dał mu pieniądze i polecił nadać je na poczcie.
– Na miłość boską, Grisza – nie wierząc swoim oczom powiedział Warionucha – według mnie niesłusznie robisz wysyłając te pieniądze.
– Wrócą z powrotem – cicho odparł Rimski – ale Lichodiejew ciężko odpokutuje ten piknik. – I dodał wskazując teczkę Warionuchy: – Jedź jak najszybciej, śpiesz się.