Fagot wyginał się, kocur się kłaniał, pannica otwierała przeszklone witryny.
– Proszę! – darł się Fagot. – Bez żadnych ceremonii! Proszę się nie krępować!
Publiczność była podniecona, ale na razie nikt się nie kwapił z wejściem na scenę. Wreszcie w dziesiątym rzędzie wstała jakaś brunetka i uśmiechając się na znak, że niby jest jej naprawdę wszystko jedno i w ogóle ma to w nosie, podeszła i po bocznych schodkach wspięła się na proscenium.
– Brawo! – zawołał Fagot. – Witam pierwszą klientkę! Behemot, fotel dla pani! Zaczniemy od bucików, madame!
Brunetka zasiadła na fotelu, a Fagot natychmiast wysypał przed nią na dywan cały stos pantofli. Brunetka zdjęła z nogi swój prawy but, przymierzyła liliowy pantofel, postawiła nogę na dywanie i po kilkakroć poruszyła stopą, obejrzała obcas.
– A nie będą cisnęły? – zapytała z zadumą. Fagot na to zakrzyknął z oburzeniem:
– Co też pani mówi! – Kot zaś tak się obraził, że aż miauknął.
– Wezmę tę parę, monsieur – powiedziała z godnością brunetka wkładając także drugi pantofel.
Stare jej pantofle zostały wyrzucone za zasłonkę, powędrowała tam również i sama brunetka w asyście rudej pannicy i Fagota, który dźwigał na ramieniu pewną ilość sukienek. Kot krzątał się, pomagał, a żeby przydać sobie powagi, zawiesił na szyi centymetr.

  WQZQXGM WQKKQJM WQYXQPM WJVVKGM WJZVVQM