– Proszę uprzejmie – protekcjonalnie odpowiedział Siemplejarow. – Ale koniecznie wraz ze zdemaskowaniem.
– Tak jest, tak jest, zrobi się. A zatem pozwoli pan, Arkadiuszu Apołłonowiczu, że zapytam, gdzie pan spędził wczorajszy wieczór?
Po tym z pewnością nietaktownym, a nawet chyba chamskim pytaniu Siemplejarow zmienił się na twarzy, i to nawet bardzo się zmienił.
– Wczoraj wieczorem Arkadiusz Apołłonowicz był na posiedzeniu komisji akustycznej – niezmiernie wyniośle oświadczyła małżonka przewodniczącego. – Nie rozumiem jednak, jaki to ma związek z magią.
– Oui, madame! – przytaknął Fagot. – Oczywiście że pani nie rozumie. Co zaś do posiedzenia, to jest pani w błędzie. Wyjechawszy na wyżej wzmiankowane posiedzenie, które, nawiasem mówiąc, wcale nie było na wczoraj wyznaczone, małżonek pani zwolnił kierowcę przed gmachem komisji akustycznej na Czystych Prudach (cały teatr zamarł), sam zaś pojechał autobusem na ulicę Jełochowską, by złożyć wizytę artystce rejonowego teatru objazdowego Milicy Andrejewnie Pokobatko, i bawił u niej mniej więcej przez cztery godziny.
– Och! – zakrzyknął w zupełnej ciszy jakiś zbolały głos.
Młoda zaś kuzyneczka Arkadiusza Apołłonowicza roześmiała się nagle niskim i straszliwym śmiechem.

  WQGGGQM WQXZGVM WQQXBJM WQBVZZM WJJVJQM