Szeptem zakomunikował Iwanowi, że do sto dziewiętnastki przywieziono nowego, jakiegoś grubasa o purpurowej twarzy, który nieustannie mamrocze o jakichś dolarach w przewodzie wentylacyjnym i przysięga, że w jego mieszkaniu na Sadowej zagnieździła się siła nieczysta.
– Wymyśla Puszkinowi na czym świat stoi i ciągle krzyczy: “Kurolesow, bis, bis!” – drżąc z trwogi mówił gość. Potem się uspokoił, usiadł, powiedział: – A zresztą Bóg z nim... – i wrócił do przerwanej rozmowy. – A więc jak to się stało, że się tu pan znalazł?
– Poncjusz Piłat – odparł Iwan posępnie patrząc w podłogę.
– Co?! – wrzasnął gość zapominając o ostrożności i zaraz zasłonił sobie usta dłonią. – Cóż za zbieg okoliczności! Błagam, błagam, niech pan o tym opowie.
Iwan sam nie wiedział, czemu przybysz wzbudził w nim zaufanie. Początkowo czerwienił się i jąkał, ale potem nabrał śmiałości i zaczął opowiadać, co się wczoraj zdarzyło na Patriarszych Prudach. O, w osobie tajemniczego zdobywcy kluczy Iwan zyskał sobie wdzięcznego słuchacza! Gość najwyraźniej nie uważał go za wariata, zdradzał ogromne zainteresowanie tym, co Iwan miał do opowiedzenia, a w miarę snutej opowieści popadał w coraz większy zachwyt. Co chwila przerywał Iwanowi okrzykami:

  WQZZZVM WQYYPGM WQVQGKM WJXXJJM WJVPXPM