– Ale kimże on w końcu jest? – potrząsając we wzburzeniu zaciśniętymi pięściami pytał Iwan.
Gość przyjrzał się Iwanowi i odpowiedział pytaniem na pytanie:
– Ale czy zachowa pan spokój, kiedy to panu powiem? Wszyscy jesteśmy dość niezrównoważeni... Nie trzeba będzie wzywać lekarza, robić zastrzyku, nie będzie kłopotu?
– Nie, nie! – krzyknął Iwan. – Proszę powiedzieć, kim on jest?
– Dobrze – odparł gość i z naciskiem, starannie akcentując słowa powiedział: – Wczoraj na Patriarszych Prudach spotkał pan szatana.
Iwan zgodnie z obietnicą zachował spokój, był jednak wstrząśnięty i oszołomiony.
– To niemożliwe! Nie ma żadnego szatana!
– Bardzo przepraszam! Kto jak kto, ale pan nie powinien mówić takich rzeczy. Jest pan przecież jedną z pierwszych jego ofiar. Siedzi pan, jak sam pan o tym dobrze wie, w szpitalu psychiatrycznym, a ciągle jeszcze pan się upiera, że szatan nie istnieje. To doprawdy dziwne!
Iwan, zbity z pantałyku, zamilkł.
– Skoro tylko zaczął go pan opisywać – ciągnął gość – od razu się domyśliłem, z kim pan miał wczoraj przyjemność. I, słowo daję, dziwię się Berliozowi! Pański umysł to puszcza dziewicza – tu gość znowu poprosił o wybaczenie – ale Berlioz, sądząc z tego, co o nim słyszałem, coś niecoś przecie czytał! Już pierwsze zdania tego profesora rozwiały wszystkie moje wątpliwości. Trudno go nie rozpoznać, przyjacielu! Zresztą, pan... raz jeszcze proszę o wybaczenie, ale chyba się nie mylę, sądząc, że jest pan nieukiem?

  WQYJQYM WQXXXKM WQQJBGM WQBXXXM WJJVGPM