W pół godziny później księgowy, który zupełnie stracił głowę, dotarł w końcu do wydziału finansowego z nadzieja, że pozbędzie się wreszcie państwowych pieniędzy. Nauczony doświadczeniem przede wszystkim zajrzał ostrożnie do długiej sali, w której za matowymi szybami ze złoconymi napisami siedzieli urzędnicy. Nie zauważył żadnych oznak paniki ani skandalu. Panował spokój, jak przystało na szanujący się urząd.
Łastoczkin wsunął głowę w okienko, nad którym widniał napis “Przyjmowanie wpłat”, przywitał jakiegoś nie znanego sobie urzędnika i uprzejmie poprosił o blankiet wpłaty.
– Po co to panu? – zapytał urzędnik w okienku.
Buchalter zdumiał się.
– Chcę wpłacić pieniądze. Jestem z Varietes.
– Chwileczkę – odparł urzędnik i błyskawicznie zastawił siatką otwór w szybie.
“Dziwne!”... – pomyślał księgowy. Miał powody do zdziwienia. Coś takiego spotykało go po raz pierwszy w życiu. Każdy wie, jak trudno jest podjąć pieniądze, wtedy zawsze mogą się wyłonić jakieś trudności. Ale księgowemu w jego trzydziestoletniej praktyce ani razu nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś, wszystko jedno czy to osoba prywatna, czy prawna, stwarzał kłopoty, kiedy mu się daje pieniądze.
Ale siateczka odsunęła się wreszcie i buchalter znowu przywarł do okienka.
– Dużo pan tego ma? – zapytał urzędnik.
– Dwadzieścia jeden tysięcy siedemset jedenaście rubli.
– Ho–ho! – Nie wiedzieć czemu ironicznie odparł urzędnik i podał księgowemu zielony arkusik.
Buchalter wprawnie wypełnił dobrze sobie znany blankiet i zaczął rozwiązywać sznurek na paczce.
Kiedy rozpakował swój bagaż, pociemniało mu w oczach, zaskowyczał boleśnie.
Zawirowały mu przed oczyma zagraniczne banknoty – były tam paczki kanadyjskich dolarów, angielskich funtów szterlingów, holenderskich guldenów, łotewskich łatów, koron estońskich...
– To jeden z tych sztukmistrzów z Varietes! – rozległ się nad oniemiałym księgowym groźny glos. I Wasilij Stiepanowicz natychmiast został aresztowany.