Wyprzedził lekarz na koniu gromadę całą.
Wyprzedził lekarz na koniu gromadę całą. Na oklep jedzie - w popłochu chwili nie zdążył osiodłać szkapy, ledwie te wory ziół i kamieni narzucić mu zdołał na szyję. Kiwa się nad tymi wory kołpak i broda starego. Naleczył się dziś ludzi na odpuście, napatrzył doli wszelakich; duma tedy nad nimi, rozważa w sobie dziwne sprawy człecze; nade wszystko: jak to niejednemu porwaniu się ludzi przodują żywe kamienie grobów i żonglerowych opowieści duchy.
"Bożaż to wola nadaje im osobliwą władzę nad duszami? Czy szatan tak nimi zwodzi? Lub może te gwiazdy, tak dziś rozjarzone na niebie, dopomniały się w duszach, o swoje horoskopy?... A jeśli nie Boża, nie czarcia, nie gwiazd to sprawa, może to one mediae virtutes - doli i żądz człeczych, nie wyżytych w murach - wloką siły młode na przygody, wyrzucając tęsknoty niejedne i ponad to Empireum samo...?"
Przechylała się głowa w kołpaku, gdy lekarz w tych dumaniach zapatrzył się oto w przepaść gwiezdną nad sobą. Aż się koń zatrzymał u dróg rozstaja, nie wiedząc, w którą stronę skręcić mu każą. A że rozkaz nierychły, więc ten łeb swój dziwnie kudłaty i szczeciniasty ku ziemi wyciąga, skubie rozchodników kępę pod sobą.
Tu, za bramą miasta, u pierwszego rozdroża, stał w kamieniu od pradawna Dobry Pasterz z jagnięciem na ramionach i trzodą owieczek długoszyich, garnących się pod jego dłoń. Spojrzy lekarz na Jezusa-za-murem i pochyli się na koniu. Milszym nad kościół w grodzie był kacerzom ten Pasterz, że idzie, jak mawiali, z czasów dawnej ufniejszej wiary; zanim mnichy poczęły ludzi straszyć a nękać nieustanną wystawą krzyża ku przypominaniu żydowskiego morderstwa nad Synem Bożym; - które to nękanie jest przeciwne naturze Dobrego Boga, uczą kacerze.