Gdyby dwa dzięcioły garbate rysują się w mroku...
Gdyby dwa dzięcioły garbate rysują się w mroku krypty postaci dwóch mnichów zakapturzonych, kujących w wieko trumny. Z gwoźdźmi na podręczu - w zębach - świstliwie pogadują ze sobą bracia. Złe są mnichy w tej chwili. Za igrę, której się spodziewali, owo jakie rzemiosło grabarskie sprawować im kazano po nocy. I to dla kogo?!... Tyle bo o goliardach wiedzieli zakonniki, że klerki to najbardziej zuchwałe, wynoszące się nad stan duchowny, wierszami pyszne, nauką dufne i gardzące mnichami.
Puka któryś z nich młotem w trumnę, tuż nad głową goliarda, jak gdyby budził uśpionego snem wiecznym. I powiada:
"Spokorniałeś, bracie?! Poczekasz w tej pokorności na Sąd Ostateczny!... "A wtedy już wam nie pomoże, klerki, Aristotelesa logika. Ani Wenus z synem swoim, ani Zeus wasz z piorunami w dłoni, ani Platon, szaleniec, z żakami swymi!" Tak pisze Hieronim święty."
"Nie pomogą!" - zamruczą mnichy, przerwawszy swe pacierze.
"Chocia oni wszyscy zjawią się wtedy, zmartwychwstali, by pospołu z najpotężniejszymi królami świata drżeć przed Sądu chwilą. "Ty jedynie - powiada święty - będziesz się wtedy radował, człecze ubogi i prosta czy! Ty jedynie będziesz się wtedy śmiał i wołał: Oto Ukrzyżowany nasz... który niegdyś w pieluszkach, krzykiem dziecka wypełniał stajenkę prostaczą! Oto Syn prostego rzemieślnika i kobiety, która z pracy rąk swoich żyła - a dziś sędzią świata! - czarodziej! - szatanów pogromca!"... Tak pisze Hieronim."