Rozdział IV

ZŁOTY BOCIAN
"Weź, pasterzu, ten puchar meońskiego wina,
Poświęć Oceanowi! niech w kornej ofierze,
Ten potężny wód ojciec naszą cześć odbierze."
Georgiki Wirgiliusza

NA RYNKU BAZYLEI, NAPRZECIW ratusza, stała duża kamienica z przyzbą na słupach murowanych, o ile poważna i ponura z wierzchu, o tyle hałaśna i wesoła wewnątrz: biesiadne okrzyki cały dzień do późnej nocy ją ożywiały. Nad wchodowymi drzwiami wisiał zielony wieniec z wplecionym przez środek słomianym krzyżem, co służyło na znak, iż tam wszelkich trunków dostać można. Oprócz tego na wielkiej błękitnej tarczy wyrobiony z drzewa pozłacany bocian i podobnymiż literami długi podpis zapraszały podróżnych do gospody, jednej z największych i najporządniejszych w całym mieście. Podobne karczmy, spólnie dla rozmaitego stanu ludzi urządzone, w owych czasach zastępowały razem kawiarnie, czytelnie, cukiernie, restauracje, resursa i tym podobne cywilizowańszych wieków zakłady; jedynych rywalów posiadały w sklepach golibrodów, których łaźnie i warsztaty były także miejscami schadzek i ogniskami nowin.

W pierwszej długiej i nie bardzo jasnej sklepionej sali Pod Złotym Bocianem stały dokoła ścian dębowe ławy i podobneż stoły. Dalej wielki piec z zielonych kafli z wmurowanym do połowy kotłem miedzianym dla rozgrzewania napojów. W kącie, niby ołtarz bożka tej świątyni, wznosił się wysoki kredens, na którym rzędami poustawiano naczynia ofiarne, to jest kufle, rostruchany, dzbany, puchary, poprzewracane do góry dnami, wszelkiego kształtu, miedziane, cynowe i szklanne. Naprzeciw drzwi w równi z podłogą otwierał się obszerny komin, gdzie przy sutym ogniu na rożnach kręcone baranie i sarnie ćwierci dodawały woń swoją do zapachów piwa i wina. * Pan Anzelm, gospodarz, otyły, z rumianą twarzą, w tabaczkowym kaftanie, chodził, wydawał rozkazy i z założonymi za pas rękami kłaniał się to kiwnięciem głowy, to schyleniem aż do ziemi, stosownie do godności wchodzących gości, i raz rubasznie pochlebiał, to znów, marszcząc brwi nad siwymi oczkami, surowo gromił nie dość zwinnie krzątających się piwnicznych chłopaków. A śród gwaru głośnych rozmów, śród tłumu w różne strony wychodzących i wchodzących niełatwo byś się od razu poznał i przypatrzył wszystkiemu.

Rozumienie ze słuchu   WJGZXPM WJQGGGM WQPZXBM WQJQVYM WQZKGJM