Rozdział VII

ARMINIA
"Skoro z chaosu niebo i młoda ziemia się wysnuły,
Ewa pomiędzy nimi była w połowie kwiatem; w połowie gwiazdą."
Zachariasz Werner



WDOWA THOLDENA ZUPEŁNIE przyszła do zdrowia, lecz córka jej, Arminia, nie odzyskiwała swego wesołego, pełnego szczeroty humoru. Matka z boleścią spoglądała w przyszłość, a odpychała od siebie przeczucia. Córka, niegdyś najmniejszą myśl powierzająca matce, teraz sama sobie z nich sprawy zdać nie umiała, a jednak dwa tylko obrazy mimowolnie cisnęły jej się do pamięci: obraz Kosmopolity i Sędziwoja.

Kiedy wdowa Tholdena z wzrastającą tęsknotą chciała rozwikłać niepewne marzenia Arminii, wspomnienie Sędziwoja wywoływało rumieniec na jej bledniejące lica, serce jej żywiej uderzało, lecz znowu imię Kosmopolity w tej chwili spokoiło jej wzruszenie i napełniało jakimś trwożliwym uszanowaniem.

- Prawda jest - odpowiadała matce - Kosmopolita jest pięknym, ale on zanadto jest pięknym; ja tylko na obrazach świętych i aniołów widziałam podobnych. On wygląda młodym, a poważny jest jak starzec. On ma w oczach coś takiego, na co ja patrzeć nie śmiem. Kiedy wieczorem siądę w kąciku modlić się i oczy zamknę, strach mnie całą przejmuje; jego twarz i te oczy stają przede mną i świecą mi się w pamięci; na próżno je chcę od siebie odegnać, wtedy z bojaźni do ciebie, matko, uciekam.

  WQPVGYM WJXZJQM WJVPJQM WQYGPYM WQVQXYM