Rozdział II

MISTRZ
"Tajemnicza ścieżka, wznosząc się wiedzie mnie w górę!"
Szyller



NA PIĘKNEJ RÓWNINIE POŚRÓD gór otoczonej wokoło potężnymi skałami, był z jednej strony otwór jak wielka brama do ogromnej jaskini.

Przed tym wejściem na posłaniu z mchu leżała śpiąca Arminia. Kosmopolita z założonymi rękami stojąc obok wpatrywał się w jej rysy. Wielka i czysta tarcza księżyca wolno wysuwała się spoza skał i bladym blaskiem napełniała dolinę. Niebo wydawało się jak niezmierny ocean, równe, spokojne, ledwo tu i owdzie drżała drobna gwiazdka. Powietrze było nieruchome i ciche, najmniejszy szmer żadnego ruchu nie objawiał. Naokoło skały i tłum rozproszonych kamieni ostry cień rzucały, wydając się niby pomnikami grobowymi; a jakby na tej dolinie wiecznego milczenia i ludzie przerywać ciszy nie zdołali, tych dwoje nieruchomych niczym nie zdradzało życia.

Na zawsze jednostajnym, niezmiennie pogodnym czole Kosmopolity dziś pierwszy raz od lat tylu osiadła troska i oczy jego przyćmiła. Arminia niebiańską niewinnością twarzy podobna była do anioła, którego by grom śmierci śród modlitwy uderzył i odebrał życie nie śmiejąc zetrzeć wyrazu świętego uniesienia. Mędrzec wreszcie odwrócił oczy od czarującego widoku, przykrył śpiącą przejrzystą zasłoną i wolno wszedł do jaskini.

  WQXGYKM WQGXQXM WQVKJJM WJXVBBM WJKVQKM