- A złota, klejnotów?
- Wcale na sobie nie miał; to też to była najdziwniejsza rzecz. Szablę, nawet i puginał miał oprawne w zwyczajne żelazo. Jechał wolno i przypatrzyłem mu się dobrze; zdawał mi się nawet niewesoły.
- Ale za to koń jaki paradny! Sługiwałem ja po książęcych stajniach, ale takiego ogiera w życiu nie widziałem. Ogień z nozdrzy parskał, skóra jak aksamit, a co za nóżka, łeb!
- Chociaż on się nie świecił, to służba jego, dwór cały lśnił się, konie nawet pokryte były złotem i klejnotami.
- A widzieliście też te dziwne garbate bestie i ludzi czarnych?
- A toć tu stoją z drugiej strony dziedzińca; podobno on ich ma podarować naszemu księciu...
*
Wielkie wschody wiodące na górę wysłane były kosztownymi kobiercami, z obu stron szpaler drzew i wonnych kwiatów zamorskich wiódł do sali balowej, którą jakby czarodziejską władzą urządzono wpośród rozwalin. Ściany powleczone były jedwabnymi obiciami, w pośrodku potężny stół w kształcie podkowy, przykryty złotogłowiem, otaczał szereg biesiadników płci obojej. W pośrodku i po rogach sali fontanny wina i pachniących wódek rozpraszały po powietrzu upajającą rosę. Stół malowniczo ubrany zastawiony był najwykwintniejszymi potrawami, owocami, przysmakami z ostatnich krańców świata zebranymi. Pod talerzem każdego z biesiadników, na pamiątkę ofiarowany, leżał wielki złoty medal.* Paziowie odznaczający się pięknością, strojni ze wschodnim przepychem, roznosili wyszukane wina i chłodniki. Światło rozchodzące się ze szklannych różnokolorowych latarni w tysiącznych odbite promionach od zwierściadeł, śród kwiatów, złota, kryształów i srebra, drżąc na liściach całego gaju drzew, wzdłuż ścian poustawianych, otaczało biesiadników, jaśniejących wspaniałymi strojami i pięknością, atmosferą upajającą wszystkie zmysły; a jakby nie dość jeszcze było sztucznego światła, wielkie okno, wychodzące na balkon, przez pożar wyłamane, zostawiono otwarte i tamtędy księżyc szeroki wachlarz promion wpuszczał aż do środka sali.