Kosmopolita, który dotąd z lekkim uśmiechem litości, nieporuszony, słuchał Sędziwoja, na gorączkowy jego zapał szyderczym prawie głosem wyrzekł:

- Nędzna ofiaro własnych zmysłów, próżne twoje wołania! Musisz spełnić aż do dna kielich gorzkiego doświadczenia, przekonać się, dokąd może zaprowadzić nauka i potęga bez wiary.

- Także to słuchałeś moich napomnień; także to pierwsze skazówki zaprowadziły cię w burzliwe sceny zmysłowego życia.

- I tymże to sposobem, usiłując zdobyć koronę nauki, miałeś nadzieję usunąć na zawsze sprzed oczu swoich przerażającego ducha? - Przewrotne i fałszywe zdania, któreś teraz objawił, mająż być mniemaniem mędrca chcącego się wznieść do słuchania i rozumienia muzyki sfer niebieskich? - Już teraz wróg rodu tak nad tobą rozpostarł panowanie, iż władza jego przewyższa moją. W tej chwili widzę jego ogniste źrenice utkwione w tobie, jego śmiertelny całun nad tobą zwieszony.

- Piękność i dobroć łączą się wszędzie w naturze i tworzą prawdę - a tylko prawda jest naturą, nie fałsze, które głosiłeś. Bez tej harmonii nic nie istnieje i istnieć nie może; a czyż nie wiesz, że piękność duszy jest wiara? Wiara, która jest tym dla serca, czym ideał piękności dla artysty. Jedna wiara zdolna nas natchnąć spokojną ufnością w sobie samych, ufnością w naszą przyszłość. A ty, niewolniku chwilowego popędu, chciałeś być bez wiary dobrym i cnotliwym. Ty wszystko widziałeś zeszpecone własną niewiadomością.

  WQQGGPM WQVZQBM WQGGZBM WJKBQXM WJXKZXM