Kosmopolita przed uwięzieniem swoim ukrył pod jednym z kwadratowych kamieni kurytarza swojego mieszkania niewielką szkatułkę; w ostatnim przypadku - mówił Arminii - w szkatułce tej znajdzie dalsze sposoby ratowania się. Jan miał szkatułkę przenieść do nowego mieszkania, Arminia pozostała sama.

Uliczka, na której był domek, odludna, rzadko jaki przechodzień nią się sunął. Za każdą razą odgłos stąpania po bruku śród ciszy wzmacniał bicie jej serca i w ciągłej trwodze utrzymywał umysł. Wreszcie, po nieprzeliczenie długim czasie, słyszy szybki krok biegnącego człowieka i Jan zadyszany wpadł do pokoju.

Stawiając szkatułkę na stoliku opowiadał, iż jacyś ludzie śledzili z daleka jego kroki, i kiedy po długim myleniu, wykręcaniu drogi, rozumiał, iż zniknął im z oczu, teraz wchodząc do domu o kilkadziesiąt kroków ujrzał ich za sobą. Drzwi zaparł z postanowieniem bronienia się do ostatniej kropli krwi. Po długim jednak czasie, kiedy wszystko dokoła było cicho i w sercach oczekujących obawa tylko o Kosmopolitę i Sędziwoja wzrastała, Jan musiał wyjść na ulicę, aby się dowiedzieć w zamku o więźniu.

W kilka chwil po jego oddaleniu się, Arminia niespokojna do najwyższego stopnia, usłyszała wrzawę, hałas napaści i bitwy, a wnet Bodenstein otworzył drzwi z trzaskiem i stanął na środku jej pokoju.

  WJJQGBM WJVBGVM WJZXVYM WQKZJQM WQYGXQM