I w końcu tych słów wpół objął jej giętką kibić; Arminia czuła już zapach wina z jego ust spienionych, którymi chciał wycisnąć pocałunek na jej śnieżnym łonie, uchyliła się, zwinęła i wymykając z jego objęć chwyciła za rękojeść jego własnego sztyletu i błysnęła mu przed oczy stalowym ostrzem. A odstąpiwszy o parę kroków zbladła i zaśmiała się szalenie.

- Teraz zbliż się, mój narzeczony! Mówię ci w oczy, iż gardzę, brzydzę się tobą! - Ha! nie śmiesz przystąpić! Zdrada z odwagą nie chodzą w parze! Nie obawiaj się, będę miała dość siły nagrodzić cię.

Bodenstein zmięszał się tak niespodzianym zwrotem, ale wino coraz więcej nad nim brało górę, rozwaga odstępowała go. Nie bacząc na to, jak każdy nikczemnik, ze przeciwnikiem jego słabsza istota, zgrzytnął zębami i rzucił się ku Arminii chcąc jej wyrwać wzniesiony sztylet, ale poruszenie jego było niezręczne, Arminia uderzyła go żelazem, i chociaż cios słaby, krew trysnęła z ramienia napastnika na jej suknią. Widok krwi ostudził zapał, cofnęła się przerażona i z głębokim jękiem upadła zemdlona.

- Ha! jadowita osa! - ryczał Bodenstein przelękniony pilnie przypatrując się ranie. - Niech mię czarci porwią, nie myślałem, że gotowa uderzyć! Poczekaj.

  WQXVKKM WQGPKJM WQVYPXM WJXPYKM WJVJKGM