- A wtedy twój obraz przychodził mi do pamięci, lubiłam marzyć o tobie, bo od czasu, jak pierwszy raz cię zobaczyłam, kochałam cię jak brata. Po matce mojej, zawsze pierwsze twoje nazwisko mimowolnie w modlitwach moich wspominałam. I ja nie wiem dlaczego to, nawet później wyrzucałam sobie, że ciebie więcej kocham sercem, jak męża, i wspomnienie twoje chciałam odegnać, ale na próżno. Wiesz, że oczy można zamknąć, aby nie widziały, oddech wstrzymać, ale któż potrafi bicie serca zwolnić albo przyspieszyć? Kochać kogo prawdziwie jest to tak łagodne, pełne poświęcenia uczucie, iż niepodobna, aby kiedykolwiek było grzechem.
- W czasie tych moich walk z twoim obrazem spostrzegłam, iż mąż mój czy się wyrzeka swej nauki, czy niespodzianie utraca swą tajemną władzę, lecz coraz był niespokojniejszy. Wzrok jego bardziej ludzkiej nabierał barwy, skłonności, chęci, wszystko stawało się podobne do moich. Wtedy twój obraz zaczynał się sam w mym sercu zacierać i ja poczynałam wierzyć i cieszyć się, że jego ukocham, a o tobie zapomnę; to znów żal mi było ciebie! O! ja wiele wycierpiałam! - Kiedy mniej zaczynałam cierpieć, jego uwięziono; wtedy - z żalu i obawy o mego dobroczyńcę - nawet biedne serce czasu nie miało niepokoić i krwawić się w sobie.