- Niestety! - rzekł Sędziwoj - walki ze światem niewidzialnym stokroć są okropniejsze od tych, które ciebie, biedną, trapiły, i nie tylko tak doskonałych, jak mąż twój, są udziałem. Szczęśliwa! nie znasz walki z duchami, które myśl owładną! Serce zbyt wielkie zaludnia [ją] mary, a wtedy zdaje ci się, iż w duszy własnej jest okno tajemne, przez które, jak do kopalni skarbów niewidzialnego świata, spuścić się można.

- I czyż tu mało jest skarbów pod niebem - wtrąciła Arminia wznosząc oczy do gwiazd. - Patrz, jak uroczy jest ten świat widomy, czyż cię sam jego widok nie potrafi zbawić od udręczeń mar zmroku?

- Jest uroczy - odrzekł Sędziwoj - dla tych, którzy czują piękności tych barw i kształtów. Ale gdzie ty ciało, tam ja szkielet widzę, gdzie ty podziwiasz życie, tam mnie śmierć przeraża, a ta stracona ułuda każe mi szukać innej, wznioślejszej potęgi, wdzięków ducha niepodległego śmierci.

- Nie myśl - zawołała Arminia - lecz serce darzy chwilami, które za wieki starczą. Myśl egoisty sama sobie wystarczy zimna, nie dba o szczęście, dba tylko o martwą prawdę. Miłość ma także swój świat niewidzialny, który się objawia kochającym, ale nie zabija trwogą. Spojrzenie miłości, to gwiazdy albo kwiaty, które zdają się patrzeć na ciebie oczyma ukochanego; jej głos słyszysz w każdym dźwięku przyjemnym. Na każdym miejscu, ze wszystkiego, na czym wzrok nasz spocznie, ze wszystkiego, co ucha naszego doleci, odzywają się jej słowa i spojrzenia. Ona jest, jak zorzą cudowną, która wszystko różowym oblewa światłem. Jej pieczęć wyciśnięta jest na całej naturze. I ty porzuć myśli, a żyj sercem na chwilę; ja nauki nienawidzę, bo jej nie pojmuję, ale ty ocenisz każde drgnienie serca i zrozumiesz je, a zdobędziesz to, za czym tak długo na próżno goniłeś - pokój duszy i szczęście.

Sędziwoj, ogrzany zapałem, sam czuł przysporzone bicie swego pulsu. Postać pięknej jego przyjaciółki otoczona bladym gwiazd światłem, które w jej oczach drgało, jak w swych siostrach na ziemi, wydała mu się nadludzkiej piękności.

Wydało mu się, jakby magnetyczny wpływ, jaki na niego umierający mistrz jego wywarł, wzmacniał się teraz, przedłużał i wolę jego szanować mu kazał. A od tak dawna pierwszy raz rozkosznie wzruszony odzyskał uwielbienie dla natury ludzkiej i ukląkł przy nogach Arminii.



  WQXZGPM WQGGVGM WQGQYGM WJKZJPM WJKPQXM