Niewinne i coraz nowe zajęcia Arminii z początku dziwiły go i mile zajmowały, lecz z postępem czasu sama drobiazgowość podobnych dla przywykłej do wyższych dążeń głowy stawała się ciężarem, gdy żadnego echa w sercu nie budziły. On cały ten świat prostoty rozbierając myślą wyczerpnął i osuszył w kilku chwilach.

Gdy Arminia pokazywała mu jaki piękny kwiat świeżo w ich ogrodzie rozwinięty, gdy prowadziła go słuchać prostych mów wieśniaczych, alchemik już udawał zajęcie, a najobojętniejsze na pozór słowo budziło niespodzianie jego marzenia. Jeszcze starał się udawać spokojny pozór, walczył ze sobą, jakby przeczuwał, iż myśli jego i dla Arminii staną się katuszą i wnet zaćmią chwilową pogodę jej nieba.

Dla zapełnienia długiego czasu i przepędzenia go zaczął pisać. Dawne wyobrażenia, doświadczenia, pojęcia, z którymi wzrósł i tyle przemian doznał, obfitej dostarczyły mu treści.

Wikłał je w jedno tajemnicze wysłowienie, do którego przywykł ciągłym rozczytywaniem pism alchemików i kabalistów, i w ten sposób tworzył rozprawy bez widomego wyraźnego celu, gdzie jawniejsze prawdy odziane w poetycką formę, pomięszane z domysłami, marzeniami i zagadkami, do których by i sam autor nie znalazł nieraz klucza, tworzyły w owych czasach uwielbiane i powszechnie czytane pisma alchemiczne i kabalistyczne.

  WQBJJPM WQZKJBM WQJZXQM WQPKGVM WJQVGVM