Tym sposobem po kilkuletniej przerwie znajome już wszędzie imię Sędziwoja zjawiło się znowu i w tysiącznych drukowane egzemplarzach cały świat obiegło. Wszyscy byli pewni, iż w pismach człowieka, który tak niewątpliwe dał dowody swej sztuki, tkwi skazówka do odkrycia wielkiej tajemnicy. Dzieło jego zyskało niesłychane powodzenie. Tłumaczone na wszystkie języki, w niezliczonych wydaniach było w ręku nie tylko alchemików, lecz wszystkich mających chęć zyskania łatwych bogactw. **
Cichy Krawarz stał się od tego czasu biegunową gwiazdą zwabiającą tłumy wielbicieli polskiego adepty.
Ciekawi spodziewali się, iż w jego rozmowie znajdą klucz odgadnienia jego pism tajemniczych. Arminia, upojona szczęściem swego męża, rozumiała, iż to jest ostatni wieniec jego tryumfów i na tym poprzestanie. Cieszyła się jak dziecko z jego sławy, gdy tymczasem ta zgubna sława, podsycana od próżności, zaczęła budzić z całą mocą starą namiętność w duszy Sędziwoja. On poznał czczość tego rozgłosu i czuł, że lata pokuty ciążą na nim.
Wkrótce żona jego została matką. Pokładała ufną nadzieję, że to czarowne nazwisko "ojciec" stanie się dla niego na wieki kotwicą przywiązującą go do świata rzeczywistego; a to samo właśnie przeciwny wywarło skutek i popchnęło go silniej naprzeciw przeznaczenia. To, z czym dotąd jeszcze jakkolwiek walczył, począł teraz cenić jako cnotę i obowiązek. Wspomniawszy na nowo narodzonego chciał go zostawić dziedzicem swej sławy i przekazać mu wielką tajemnicę; a jeśliby jemu dojście jej miało być wzbronionym, chciał go przynajmniej przygotować, aby wychowany od kolebki dla nauki sam doszedł tam, dokąd on na próżno dojść silił się.