Rozdział I
POŚWIĘCENIE SIĘ
"Wiele rzeczy dotąd ciemnych i niezrozumiałych
stają mi się jasnymi i widocznymi."
Słowa Szyllera przy zgonie
W JEDNEJ Z ULIC KRAKOWSKICH wzniesionych na wysokim brzegu nad Wisłą, w niewielkim domu równie jak całe miasto pogrążonym w nocnej ciszy, znajdował się Kosmopolita pod wystawą na ławie drewnianej oparty o ścianę.
Wyniesiony nad szmer i zabiegi otaczających go spraw ludzi, niepostrzeżony punkt śród czasu, marzył, samotny mędrzec, którego promienista młodość niezmienną swoją świeżością była symbolem spokojnego, odwiecznego ideału. Wszystko, co umysł i odwaga mogą nastręczyć, na próżno wyzywał, aby oderwać Jedno życie od poziomego istnienia i wznieść je do siebie.
I oto szukał raz jeszcze pomocy i rady u tych tajemnych istot, pośredników między niebem a ziemią *, które już nie obcowały z jego umysłem od czasu, jak poddał się zwyczajnym pracom ciążącym na ludzkości.
Lecz z wolna w sercu jego budziły się obce, niezależne od jego woli głosy; czuł, iż duchy w myśli jego z nim rozmawiają; bo kto raz je widział, tego nie tak rychło na wieki opuszczą.
- Ty wiesz! - rzekł Chaldejczyk, piękniejszy niż kiedykolwiek i jakby już był uczestnikiem wieczystej chwały - ty wiesz, iż ludzie przed śmiercią rozumieją wiele rzeczy, które im dotąd były zakryte. W tej godzinie, w której poświęcenie się siebie samego dla innej istoty kończy mój tylowieczny zawód, poznaję drobiazgowość życia w porównaniu z wielkością śmierci.