Sędziwoj, głuchy na otaczający go świat, nie spostrzegał niknącego zdrowia i głębokich śladów łez na twarzy żony.

Towarzystwo jego składali czasem wędrowni alchemicy, licznie go odwiedzający, i przed tymi taił się ze swoimi doświadczeniami i niewiadomością.

Zresztą, wierny Jan zastępował go we wszystkim, co się tyczyło materialnej strony jego życia. Przywiązany sługa, instynktowo odgadujący chęci pana, stał się jakby ręką lub innym, bezpośrednio z wolą alchemika związanym, niemyślącym narzędziem.

Czego szalony zbytek, marnotrawstwo, ledwo dawniej w kilku latach dokazało, to teraz doświadczenia w jednej chwili pożerały.

Nieprzeliczone bogactwa, jakie Kosmopolita zostawił Arminii, zawarte w zapasie kamienia mędrców, Sędziwoj trwonił na doświadczenia, siląc się chemicznie rozebrać i dojść składu tego cudownego proszku. Każda okruszyna kamienia mędrców była dla niego skarbem, lecz tylko o tyle, o ile rozumiał, iż mu się uda ją rozebrać. Coraz mnożąc, wynajdując nowe doświadczenia i próby, łudził się namiętną nadzieją, jak gracz owładnięty szałem, który w czasie [gry] gotów duszę stawić na kartę i nie wierzy, iż może ją przegrać.

Sknerstwo nieopisane ujęło go w swe szpony. Targował się uporczywie z żoną, ze służącym, gdy szło o poświęcenie na nieodbite potrzeby życia trochę złota, które w ogniu i kwasach chemicznych pełną ręką niweczył. Żona Sędziwoja nie dbała o złoto, nie dbała o nędzę, ale tylko dla siebie, bo gdy wspomniała los czekający ich syna, wtedy była bliską rozpaczy.

  WQPBJPM WJZKKGM WJVGVQM WQYKKVM WQKZGVM