- Za godzinę, gdy walka nocy ze dniem stanie na niebie w punkcie przechylenia, pod opieką Oriona, trzeba rozpocząć nowe dzieło. Wstaw ten wielki tygiel ołówkowy, obłóż węglami i u góry na kracie rozpal płomień, aby ciąg wiatru jak błyskawice unosił dymy w komin. Tu niech będą gotowe te dwa recypiensy. W ogniu te rudy kobaltu i arszeniku pomięszane z siarką wyzioną z siebie zjadliwą parę. Dla naszej ochrony oczyść z pyłu te dwie maski, przez nie śmiało możemy patrzeć.

Pomocnik, świadomy sposobów postępowania, spełniając rozkazy mówił:

- Dawno już te larwy szklanne spoczywały w pokoju, dlatego na nich tak grubo pyłu i sadzy. Zdaje mi się, żeśmy ich nie używali od...

Tu nagle zastanowił się i umilkł, chciał powiedzieć: - od śmierci pani.

Jednak Sędziwoj przypomniał sobie i zachmurzył czoło wkładając na twarz dętą szklanną maskę, której obwód obłożony gębką napuszczoną olejem, szczelnie przystając do twarzy, oczyszczał zatrute powietrze.

Tygiel napełniony rudą wkrótce zaczął syczeć i gęste obłoki zjadliwych dymów truciznowych kłębiącym się strumieniem ulatywały w górę.

Alchemik raz po raz zaglądał do otwartej księgi leżącej na stole, radził się jej i nowe przyrzucał materiały do ognistego tygla mięszając szklistą masę żelaznym prętem.

  WJZJBKM WJKGBVM WJXVXYM WQVXXKM WQGVQGM