- Lecz mamże ośmielić się wyznać ci, boski pocieszycielu, nawet w twej przytomności, uczucia, które mnie natchnęły, boleścią mnie przejmują. Pozostawić po sobie w tym świecie złośliwym bez opieki, bez podpory, tych, dla których umieram; moją żonę! moich uczniów.
Zamyślił się chwilę, a głos wewnętrzny zabrzmiał mu wyraźnie:
- Nierozważny! czyż mądrość twoja uczyniła cię do tyle próżnym, abyś miał zapomnieć, o ile podpora twoja jest słabą dla tych, których kochasz, w porównaniu z potężną opieką Ojca Wszechrzeczy? - W więzieniu, na rusztowaniu! podziwiaj tego, który - czulszy od ciebie w swej miłości - jest mądrym i bez końca silnym w prowadzeniu i obronie swoich dzieci.
Kosmopolita opuścił głowę, a kiedy ją podniósł, ostatni cień tęsknoty znikł z jego czoła.
Jasne, nadzmysłowe widzenia rozchwiały się w jego duszy, lecz pozostawiły ślady świetnego swego pobytu, a dokoła niego powietrze jakby drżało z rozkoszy. Bo dusze całkowicie oderwane od ziemi odwiedza anioł wiary; samotność, przestrzeń, przesiąkają jego blaskiem, on nawet ciemny grób ozdabia świętym, promienistym kołem.
I stanął na wysokim ganku wznoszącym się nad spokojnym miastem.
Pod cichymi dachami niejeden sen kłóciły niespokojne żądze, w niejednym sercu burza huczała dzikimi tony lub gwałtowne namiętności czyhały na zbudzenie się ludzi, a wszystko, co się jego oczom przedstawiało, było pełne ciszy i spokoju, jakby pod błogosławieństwem letnich promion księżyca i dusza jego, uniesiona poza ciasne granice człowiekowi przeznaczone, oglądała tylko spokojne, pełne błogości cuda stworzenia. Stał samotny, myślący; chciał jeszcze posłać ostatnie pożegnanie cudownemu swemu życiu.