Rozdział VII

SŁUGA
"Opuszczony od wszystkich, blady, zwiesił głowę na piersi,
w której boleść wewnętrzna zajęła nowe siedlisko."
Matissou

ZGON SYNA ZDAWAŁ SIĘ NA pozór mocniejszy wpływ wywierać na duszę alchemika, jak niegdyś śmierć żony. Boleść jego cofnęła się wewnątrz, żadną skargą jej nie zdradził. Jeszcze więcej milczący, ponury, całkowicie oderwał się od życia zwyczajnego, a żył jedynie śród swoich ksiąg i doświadczeń.

W początku zawichrzone, pełne bezowocnych wysileń i czczej sławy, w końcu ciche panowanie Zygmunta Wazy skończyło się. Ulubiony od narodu syn jego Władysław, pan dwóch tytularnych koron, wstąpił na tron i umarł żałowany; wreszcie brata jego, złowrogiego proroka, zaczęły się rządy.

W Niemczech ciągłe walki religijnych pierwiastków wplątanych za główne sprężyny politycznych rewolucji ukończyły się pokojem westfalskim.

Reformacja już trwale nowe dzieje rozpoczęła w Europie; odbicie jej, głośne z początku, jak dalekie echo rozchwiało się na równinach Polski, a wszelkie przewidywania nie odgadły wpływu tej wulkanicznej zmiany. Czas ulatywał na niezliczonych skrzydłach wypadków, żywioły myślowe roiły się i na nowe wyrabiały pierwiastki, we wszystkim wyrastały nowe owoce. Ze starych rycerskich postaci kawałami opadały resztki zardzewiałych zbroi i niewidziane dotąd figury ukazywały się. Już można było widzieć, dokąd pędzi potok tej nowej epoki, który tamowany do dziś jeszcze się nie zmienił, choć bliższy swego morza. Lecz odgłos tych kolei świata przez cały ten przeciąg nie dochodził samotnego alchemika.

  WJVGXXM WJJZZQM WQPBXZM WQJGXJM WQXQKXM