Głuchym był, nie widzącym, co go otaczało, zmiany całego świata były mu obojętne, bo nauka jego pozostała niezmienioną.
Prosta postać jego pochyliła się, głowa dumnie wzniesiona opuszczona, włosy zbielały i tylko w spojrzeniu taż sama niespokojność, tenże ogień.
Od dawna już wyczerpał wszystkie swoje zasoby. Mała włość Krawarz obciążona była długami przechodzącymi dziesięć razy jej wartość. Sprzęty domowe, gospodarskie, wszystko, co miało jakąśkolwiek wartość, zostało sprzedane. Kilka dzieł, które wydał, i kilka rękopismów przyniosło znaczny dochód, lecz nic nie mogło wystarczyć na opędzenie kosztów doświadczeń.
Im dalej w wiek tym utrzymanie życia i zaspokojenie nieodbitych potrzeb stawało się trudniejszym. Od dawna już starzec nie pytał się i nie mógłby odgadnąć skąd Jan, opatrujący wydatki, dostarcza znacznych sum na zakupywanie materiałów do doświadczeń. Ani razu nie przeszło przez myśl Sędziwojowi zapytać się swojego sługi i powiernika, z jakiego źródła pochodzi złoto, którym karmił pracownią.
Jan dosyć często w czasie niedostatku udawał się do Krakowa i powracał z pieniędzmi. Sędziwoj nie dziękował mu, ale wzrok posępny na widok wszechwładnego metalu zaiskrzał się, zmarszczone czoło na chwilę się rozjaśniło, a sługa, tyle lat patrzący w twarz swego pana jak w opiekuńczą gwiazdę, bez słów każde jego wzruszenie, każdą chęć rozumiał, i to więcej od wszystkiego zachęcało go do podwajania tajemnych starań.