- Nie rozumiem cię - rzekł alchemik przychodząc coraz więcej do siebie. - Widywałeś Jana? Jan opowiadał ci o mnie?
- Porzućmy te żarty - odparł Rogosz uśmiechając się i zacierając ręce zwykłym swym sposobem. - Daję ci słowo szlacheckie, nie zdradzę cię, nie wspomnę ani słowa mojemu panu ani Mniszchowi, zgoła nikomu.
- Twoim interesom nic nie zaszkodzi, oto pierwszy krok robię do zwierzenia ci się ze wszystkim i przyznaję się, że umyślnie tu dla twego dobra przyjechałem, aby cię ostrzec, iż za daleko już zabrnąłeś. Jeszcze możesz się wycofać bezpiecznie, ale w inny sposób, ma się rozumieć zyskiem i nadal będziemy się dzielić.
- Tak dawno już zerwałem związki ze światem - rzekł zdziwiony i zmięszany Sędziwoj - iż w tej chwili nawet nie mogę pojąć o czym mówisz. Ja dotąd nie zmieniłem się, zysków nie pragnę, a panów oprócz Boga nie znam. Wiesz, iż niegdyś w podobne sprawy nie mięszałem się, dlatego i dziś, jeśli nic więcej nie masz do rzeczenia, bywaj zdrów!
Rogosz parsknął śmiechem i trzymając się za boki głośnym wybuchem wesołości pobudził gniew Sędziwoja i zaostrzył jego uwagę.
- Doskonała komedia - zawołał w końcu. - Tegom się nie spodziewał, ale teraz nie będę się dziwił, jeżeli wyprzesz się i tej kartki! - I pokazał mu pargaminowy świstek z następującym napisem: