- Mnie to nie dziwi - rzekł Rogosz z gorzkim uśmiechem. - Tak to skończyły się nasze młodzieńcze urojenia: tyś został alchemicznym oszustem, a ja posługaczem dworskim! A jakie piękne mieliśmy nadzieje, czy pamiętasz, biedny alchemiku?

Wtem Jan, który dotąd za drzwiami słuchał z okropną męką tej całej rozprawy, nie mogąc dłużej wytrwać, wybiegł i upadł na kolana przed Sędziwojem.

- Panie mój najdroższy! - wołał ze łkaniem ściskając jego kolana. - Przebacz, to ja jestem sprawca tych zbrodni! Ja teraz dopiero widzę, com zdziałał! Bóg mnie ukarze, ale ty, panie, przebacz mi! Ja z miłości dla ciebie moje życie wieczyste zgubiłem i nie żałowałbym, gdybyś ty był szczęśliwym! Zostałem oszustem, złodziejem, ja, com tak długo żył poczciwy, byleby tobie usłużyć. Duszę bym sprzedał, abyś ty był szczęśliwy, a gdzieżbyś mógł być szczęśliwy, jeżeli nie w naszej pracowni?

- Panie, ja wierzę, ty jeszcze odkryjesz tajemnicę!

- Kiedyśmy już wszystko posprzedawali, kiedy już nawet żadnych długów zaciągnąć nie można było, kiedy ja sam już prawie trzy dni nic nie jadłem i nocy nie spałem przemyśliwając, abyś ty, panie, nie spostrzegł się, że nie ma już przez dzień jeden czym życia utrzymać, wtedy po wyjściu do Krakowa spotkałem pana Rogosza, zwierzyłem mu się z naszą biedą i za jego radą sfałszowałem pismo twoje, panie!

  WQJVKJM WQKZBBM WQYVKBM WJVGPJM WJZVXVM