- Dostałem pieniędzy. Od tego czasu co dzień myślałem: odkryjemy kamień mędrców i oddamy, i znów pożyczałem, jednemu połowę oddawałem, biorąc od innych, i tak ciągle biedną głową radziłem, jak urwać, jak sztukować. Ja nie mam żony, nie mam dzieci ani rodziny, tylko ciebie jednego za wszystko ukochałem, przecież i pies nie może być wierniejszy! A jednak ja nie miałem ani chwili bezpiecznej ani spokojnej, bo ciągle czekałem rychło mnie schwytają i stracą, jako złodzieja, a przecie Bóg, co mnie osądzi, widzi, iż ja zawsze brzydziłem się niecnotą! Teraz, panie, wydaj mnie na sąd, że ja oszukiwałem, niech się dowiedzą, że ty, panie, nie wiedziałeś o tym - ja błagam cię, niech mnie ukarzą, zamęczą, bo zasłużyłem na to, życie będzie mi teraz męką.

- Ja, głupi, myślałem, że złą drogą dojdzie do dobrego, a to była zbrodnia! Chciałem ciebie, panie, ratować i zgubiłem cię, ja, biedny, stary służący!

I tarzał się u nóg swego pana w prochu, a ten zimno niewzruszony patrzał się przed siebie. Rogosz nawet, skostniały od młodości samolubstwem, drgnął na chwilę, widząc to, czemu nigdy nie wierzył: zaparcie się samego siebie dla drugich.

Sędziwoj pierwszy przerwał milczenie.

- Pozostały mi jeszcze moje księgi i pracownia alchemiczna, zbierane z takim trudem przez lat tyle, to wystarczy na zaspokojenie długów. Panie dworski, czekam cię jutro dla spełnienia rachunków, dziś, za łaskę proszę, pozostaw mnie, chcę sam pozostać.

  WJXVZZM WQBYZYM WJZZQXM WQXPPGM WQQVKKM