- A oto teraz, nad grobem, przebywszy wszystkie cierpienia, jakie na biedną ludzką duszę spaść mogą, straciwszy skarby niezliczone, zużywszy kilka wieków pospolitego życia, wróciłem do tego punktu skąd wyszedłem, tylko lżejszy, bo już bez nadziei! Najszlachetniejsze uczucia, najświętsze zarody mej duszy, w świecie jak na lawie wulkanu nędzne rośliny marniały. Wszystko, czegom się dotknął jak owiane wichrem z pustyni usychało!
- Nauko! dla której poświęciłem kochankę, żonę, syna, dla której zrzekłem się szczęścia i pokoju ziemi, i uciech, krzepiących nawet nędzarza w jego życiu - ty, któraś jako samowładna pani całą duszą moją rządziła, dla której straciłem jedyny fałszywy zysk ośmdziesięcioletniej pracy - sławę moją! - dla której jedyna istota przywiązana jeszcze do mnie zdradziła mnie! Ty, najświętsza cząstko mej istoty, i ty, teraz poznaję, nie jesteś czystym duchem - wcielona w księgi i w te narzędzia, opuszczasz mnie! Zrzekam się ciebie na wieki!
- Jestem samotny! Ostatnie ogniwa łączące mnie z ziemią pęknęły! Nie mam nic, czego bym żałował, nic, czego bym się spodziewał.
- Jedna wiara w mądrość i miłość przedwiecznych, nieścigłych wyroków odwiedza mnie po tylu latach! Ach! jakże boleśnie, iż teraz dopiero spostrzegam, że bez wiary byłem igraszką wroga.