- Wracaj się swoją drogą, zbłąkany wędrowcze! uznaj piękność i świętość w Odwiecznym!

- Piekielny przestrachu, cofaj się do twej ciemnej otchłani!

- Lazurowe niebo jeszcze się będzie uśmiechać do prostego i dziecięcego serca, swoją jedną gwiazdą wieczorem i rano, pomimo podwójnej jej nazwy: wspomnienia i nadziei!

Zdało mu się, iż znowu znajduje się w rodzicielskim domu w małej izbie, gdzie matka jego czuwając po nocach gorącą modlitwę za niego słała do nieba.

Wszystko w pokoju było jak niegdyś; najmniejszy sprzęt na swoim miejscu przemawiał do niego rozkosznym znajomym wyrazem. Pod oknami rozciągał się stary smętarz świeży i zielony; słońce przez gałęzie świerkowe ukośnie padało na groby: - poznał mogiłę ojca i matki, i kaplicę, której skromna wieża wznosiła się w niebo, jak symbol nadziei tych, którzy oddali popioły swoje łonu ziemi. Do ucha jego dolatywały odgłosy dzwonka głoszącego dzień niedzielny. Wszystkie myśli dręczące, widma przykre, rozchwiały się i zniknęły; młodość, wiek dziecięcy wrócił do jego łona z orszakiem niewinnych chęci, łagodnych rozkoszy - zdało mu się, że modli się szczerze, niewinnie, jak niegdyś...

I ocucił się z uniesienia z twarzą rozkosznymi łzami zlaną.

- Niech twój sen będzie ci przewodnikiem, a łzy twoje chrztem! - odezwał się głos.

Sędziwoj rzucając łzawym okiem na flaszkę kryształową, pamiątkę po Kosmopolicie, pełną eliksiru, nalał go w puchar i spełnił ochoczo toast nowego życia.

Cały świat cudownej sztuki nagle Otworzył się dla niego. Zdobył szukaną harmonię; granice świata widomego tak dla niego niknęły jak zawady myśli.

A z wszystkich krańców ziemi zabrzmiały razem głosy mędrców, rozproszonych, a jednak związanych i połączonych wielkimi prawami.

- Witaj nowy bracie! Jako Feniks odrodzony z popiołów twojego życia.



  WJKJBBM WQBGJYM WJJZBVM WQXJQGM WQQKJKM