Rozproszeni po całej ziemi, niewielcy liczbą, lecz potężni duchem spółtowarzysze jego, wyznawcy wielkiego bractwa, pracowali samotnie. Śród ruin Rzymu, między katakumbami Memfis, w pośrodku kupieckich Niemiec lub w niedołężnych Indiach niepostrzeżeni, nieznani członkowie jednej myślowej rodziny, obojętni na otaczające ich sprawy, zajmowali się nauką. Będą żyli i pracowali dopóki świat trwać będzie, nie troszcząc się o dobre albo złe wypadki ich nauki; mechaniczni działacze najwyższej woli, wszystkie rodzaje sprężyn używającej do swoich zamiarów. Będą żyli jako arcywzory wiedzy, która chce tylko poznać i umieć, a nie pyta się, czy jej nauka posłuży dla dobra ludzkości, czy machina cywilizacji obrotem swoim nie roztrąca wszystkiego, co się jej kołom nastręczy. - Bywaj zdrowe, piękne moje i łagodne życie! - wyrzekł cicho, zamyślony. - Bo dla mnie tyś zawsze pięknym i łagodnym się okazywało. Dla tych, którzy młodość swoją bez przerwy w jasnym potoku natury odmładzają, rozkosze twoje są niewyczerpane; dla tych proste uczucie istnienia własnego jest rozkoszą! - Bywajcie zdrowe, światła niebieskie, i wy, ludy przestrzeni! - Nie ma ani jednego atomu w promionach słońca, jednego źdźbła trawy śród gór ani kamyka na brzegu morza, ani ziarna pyłu miotanego w pustyni, które by nie dostarczyło moim myślom pierwiastku do badania przyczyn życia, przyczyn wszystkiego tego, co jest piękne, wzniosłe i nieśmiertelne! Dla innych jedna okolica, jedno miasto, jedno ognisko jest ojczyzną - jam był prawdziwym Kosmopolitą, bo moją ojczyzną było wszystko to, czego tylko myśl doścignąć zdoła!