EPILOG
W KILKADZIESIĄT LAT PÓŹNIEJ, kiedy już prawie zapomniano o bytności Sędziwoja na świecie, zjawił się w Europie tajemniczy człowiek zowiący się Philaleta. *
Niektórzy dotąd uważają go za adeptę z szeregu tych, którzy od czasu do czasu zjawiali się, jakby na to tylko, aby wiarę w tajemną naukę utrzymać.
Mówił dobrze wszystkimi językami jakimi go zagadnięto, rozdawał znakomite sumy ubogim i odbywał często, niezbite niczym, oczewiste przemiany zwyczajnych metali na złoto, częściej jednak jeszcze rozdawał proszek uszlachetniający metale.
Zwykle jeździł sam jeden, skromny w ubiorze i życiu, zjawiał się niespodzianie i niespodzianie niknął, jakby odbywał wędrówkę śród świata, do którego już nie należał.
Jakkolwiek głośne było jego imię i setne o nim krążyły powieści, najusilniejsze starania możnych nawet osób nic pewnego udzielić nie mogły o jego rodzie i pochodzeniu.
Z tych przyczyn uważano Philaletę za niewątpliwego członka bractwa różowego krzyża, o którego istnieniu wtedy wielu już bardzo wątpiło.
Starzy ludzie, którzy widzieli i słyszeli w swej młodości Sędziwoja, szczególniej w Pradze czeskiej, zresztą ci wszyscy, którzy portrety naszego alchemika oglądali, zaręczali powszechnie, iż Philaleta uderzające miał mieć podobieństwo z Sędziwojem, nie tylko z twarzy, lecz z głosu, ruchów swoich, chodu, tak dalece, iż przysiąc by można, że jednym i tym samym byli człowiekiem.