Rozdział II
ŚMIERĆ
"Gotujcie się do Sądu: ostatnia dobiega godzina."
Sąd ostateczny Yunga
WSCHODZĄCE SŁOŃCE klejnotami tęczowego światła zasypało niebo i przez otwarte okno razem z tchnieniem świeżego poranku różowym blaskiem otoczyło Kosmopolitę na wysokim łożu zasłanym kobiercem.
Wspaniałej bledniejącej twarzy, jakby z niej wołno ogień życia ustępował, żaden rys się nie zmieniał, nic zewnątrz bliskiego jego końca nie zwiastowało.
Obok łoża w głowach siedziała smutna Arminia i łzy po licach jej pomykały; w nogach stał Sędziwoj i trwożliwym wzrokiem wpatrywał się w leżącego.
- Ty nie umrzesz, nie opuścisz nas - mówiła z cicha Arminia - dotąd nie byłeś słaby, tak nagle, ja nie pojmuję; przecież sam umierających leczyłeś... - i płacz nie pozwolił jej mówić dalej.
Kosmopolita uśmiechnął się łagodnie i słabiejącą ręką biorąc ją za dłoń drugą rękę podał Sędziwojowi i rzekł:
- Wspominajcie mnie czasem, gdy ofiara się spełni i już między wami nie będę, starajcie się, aby próżną nie była...
Lecz Sędziwoj coraz więcej pomięszany zawołał:
- Jeżeli istotnie śmierć twoja tak bliska, więc cała twoja sztuka była udaniem! Więc chlubiłeś się potęgą, której nie posiadasz? Cała cudowność, którąś żył otoczony, i eliksir są złudzeniem, bo inaczej czyżbyś umierał? Dlaczegóż chcesz unieść do grobu tajemnicę? - Teraz czas, możesz mi ją powierzyć; bogaty doświadczeniem, przysięgam, nie wyjawię jej nikomu, a na złe użyć już nie potrafię! - Przecież zgon twój zada wyraźne kłamstwo twojemu życiu! Widzę, iż tajemnica robienia złota jest prostą receptą i jeżeli nie chcesz skonać obarczony przekleństwem, wysłuchaj mię i wyjaw sposób robienia kamienia mędrców.